Państwo polskie odbiera godność.

Dziś mija druga rocznica orzeczenia Trybunału Konstytucyjnego, stwierdzającego, że konstytucyjne prawo do zrzeszania się w związkach zawodowych dotyczy wszystkich obywatelek i obywateli – również tych, którym przyszło pracować w oparciu o umowy śmieciowe.

Od dwóch lat rząd Prawa i Sprawiedliwości, we własnym mniemaniu najbardziej polski ze wszystkich rządów, nie miał czasu zająć się wprowadzeniem przepisów umożliwiających setkom tysięcy Polek i Polaków na śmieciówkach organizowanie się w walce o swoje prawa. Równocześnie obóz rządowy rzuca na lewo i prawo Godnością, Narodem i Ojczyzną.

Pojęcia takie jak naród, ojczyzna i patriotyzm, wywodzą się bezpośrednio z Rewolucji Francuskiej. Treścią patriotyzmu zawsze i wszędzie powinno być szerokie polityczne upodmiotowienie społeczeństwa. Oznacza to działanie na rzecz zapewnienia ludziom podstawowego poziomu stabilności i bezpieczeństwa, co z kolei umożliwia im uczestnictwo w życiu społecznym i politycznym.

O stabilność, bezpieczeństwo i godne warunki pracy w imieniu pracownic i pracowników walczy ich reprezentacja – związki zawodowe. Prawo do założenia związku, do zrzeszenia się w związku zawodowym jest podstawowym prawem wynikającym z konstytucji. Pojedynczy pracownik, jedna pracownica nigdy nie będą podmiotem w rozmowie ze stroną silniejszą – zatrudniającą ich firmą. Uniemożliwianie zrzeszania się jest działaniem wbrew interesowi narodu (lub, jeśli wolimy, społeczeństwa, w tym tekście obu terminów będę używał wymiennie).

Nacjonalistycznie rozumiany Naród jest ideą wypraną ze społecznej treści. Aspiracje Narodu nie mają nic wspólnego z dążeniami jego przedstawicielek i przedstawicieli. Tylko nadanie  mistycznego blasku Narodowej Godności polityce antyspołecznej, czyli antynarodowej, może zamaskować jej realne konsekwencje.

Rzecz w tym, że godność mają ludzie, nie koncepcje filozoficzno-społeczne. Godność oznacza życie wolne od przymusu
i upokorzenia. Bez krzyków i pomiatania w miejscu pracy. Bez codziennych poniżeń w kontaktach z instytucjami państwa – policją, pracownikami socjalnymi, urzędami. Bez poczucia, że system może nas przemielić i wypluć, a w razie konfliktu zawsze stanie po stronie silniejszego. Bez krzywdzącego piętna „patologii” i „pięćsetplusów”. Oznacza wolność od złej pracy ponad siły, za stawki, które są jak splunięcie w twarz. Oznacza podstawowe poczucie bezpieczeństwa i stabilności, wolność od strachu przed czyścicielami kamienic i przemocą na ulicach.

Patriotyczne są te środowiska polityczne, które dążą do podniesienia stopy życiowej narodu. Patriotyczne są te postulaty, które mają na celu wzmocnienie pozycji pracownic i pracowników w kontaktach z pracodawcami (tej czy innej narodowości; wyzysk i upokorzenie są tak samo dotkliwe, kiedy dotykają nas ze strony pracodawcy polskiego i niemieckiego).

Nie ma prawa nazywać się patriotą ktoś, kto działa na rzecz odebrania narodowi wpływu na politykę państwa – czy to poprzez wsparcie dla TTIP i oddania kontroli nad polską gospodarką globalnym korporacjom, czy to przez wprowadzenie JOW, demolujących zasadę proporcjonalnej reprezentacji w parlamencie. Nie jest patriotą ktoś, kto pozwala na okradanie społeczeństwa i państwa przez wielkie firmy, umożliwiając im oszukiwanie na podatkach. Antypolska jest działalność partii politycznych, które tolerują upokarzające patologie rynku pracy w postaci umów śmieciowych czy gigantyczne oszustwa ludzi w rodzaju prezesa InPostu Rafała Brzoski.

Odwieczny problem z nacjonalizmem polega na tym, że nie rozwiązuje problemów. Proponuje jedynie dopieszczenie stwarzanego przez siebie poczucia „narodowej dumy”. Dla tego celu ma dwie recepty: pierwszą jest odreagowanie codziennych upokorzeń na kozłach ofiarnych: uchodźcach, homoseksualistach, bezdomnych, Romach, Ukraińcach czy Niemcach. Druga to tłuczenie w wojskowy bębenek i doprowadzony do absurdu kult bohaterów narodowych.

Od pogromów Żydów w II RP, przez antysemicką nagonkę z 1968 po szczucie na uchodźców w dzisiejszej Polsce, nacjonalizm zawsze był  wygodnym narzędziem władzy. Nacjonalizm służy do przekierowania społecznego gniewu z płaszczyzny realnych interesów społeczno-gospodarczych na walkę z fikcyjnymi wrogami.

Owijanie się w narodowe sztandary i stawianie kolejnych pomników Łupaszce i Buremu nie obniża czynszów i nie podnosi pensji. Nazywanie się najbardziej polskim rządem nie oznacza wsparcia dla ogromnej  rzeszy upokarzanych pracownic i pracowników. Opowiadanie o Narodzie nie skłoniło rządu PiS do zajęcia się losem ludzi na śmieciówkach, z których ponad 80% zostało do takiej formy zatrudnienia przymuszonych. Nie mówimy tu o transferach z budżetu, mówimy o umożliwieniu zapisywania się do związków zawodowych. Odmowa wprowadzenia takich rozwiązań jest działaniem wbrew woli narodu, ochroną interesów ludzi dorabiających się kosztem zdrowia, życia i godności pracownic i pracowników.

Dziś naszym obowiązkiem jest walka z coraz bardziej agresywnym nacjonalizmem. Tej walki nie wygramy delegalizując narodowych ekstremistów. Możemy ją wygrać jedynie poprzez odzyskanie narodu, ojczyzny i patriotyzmu z łap brunatnych bandytów. Nadajmy im prawdziwą, społeczną treść. Przywróćmy godność żywym ludziom, nie mistycznemu Narodowi i Państwu.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *